To co wydarzyło się w sprawie zaginionego i zamordowanego dziennikarza Jarosław Zientary pokazuje jak bardzo chory jest nasz wymiar sprawiedliwości i jak daleko mu do demokratycznych standardów.
Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której prokuratura jawnie daje wyraz temu, że nie ufa policji?
Jak poinformowali dziennikarze wyborczej.pl do dawnej siedziby poznańskiego elektromisu przyjechał specjalny samochód laboratorium kryminalistycznego z Krakowa i pojazdy Żandarmerii Wojskowej, której żołnierze prowadzili przeszukania w celu znalezienia śladów DNA, które mogą przetrwać bardzo długo.
Śledczy wiedzą już, że to właśnie tam przed laty więziono przez kilka godzin dziennikarza Jarosława Zientarę.
Sama sprawa śmierci dziennikarza jest bulwersuje ale na marginesie tej sprawy widać jak działa system. Prokurator nie zleca działań poznańskiej policji, bo widocznie nie ma do niej zaufania, gdyż wśród podejrzanych są jej byli pracownicy.
Widać woli dmuchać na zimne czy wie coś czego powiedzieć publicznie nie może?
Czy w normalnym warunkach szef wielkopolskiej policji nie powinien złożyć dymisji w związku z kompletnym barkiem zaufania prokuratury?
Jednak jak widać na tym i wielu innych przypadkach, nie żyjemy w normalnym kraju i chyba dobrze wie to prokuratura z Krakowa, gdyż inaczej takie czynności prowadziłaby lokalna policja. Sprawa ta pokazuje jak dakce kuleje sprawa zawodowych standardów, które w świecie państw demokratkach są pewną podstawową zasadą, zwłaszcza w tak ważnej dziedzinie jaką jest wymiar sprawiedliwości i policja.
Niestety to jest bardzo smutna refleksja, ale co w świetle tak prowadzonego śledztwa dotyczącego śmierci dziennikarza może sobie myśleć obywatel o policjantach z Poznania i to nie tylko o tych sprzed lat dwudziestu, ale i o tych co pracują w poznańskiej komendzie obecnie? (JK Rzepka)
