Mieszkańcy boją się radioaktywnej chmury.

radiokatywna chmura nad poznaniem 1Życie pokazuje , że mimo tego iż obecnie jest znacznie więcej niezależnych mediów informacyjnych niż w roku 1986, to okazuje się,  że jeden sms może zdziałać cuda.

Kiedy w roku 1986 dokładnie 26 kwietnia nastąpiła awaria rektora w Czarnobylu spaliśmy snem spokojnym, a reżimowe media nawet nie zająknęły się na ten temat. Dziś kiedy nastąpiła przerwa w pracy reaktora w elektrowni atomowej w Zaporożu wiedzieliśmy o tym fakcie po paru godzinach, gdyż informacja o tym wydarzeniu pojawiła się natychmiast na Twitterze, gdzie szybko podchwycili ją Niemieccy dziennikarze. Po kolejnych paru godzinach o awarii pisały również polskie media.

Jednak okazuje się, że informacja zaczęła żyć nagle swoim życiem, a zaczęło się od tego,  że jeden z mieszkańców Poznania miał dostać smsa od swojego pediatry, z treścią :

”Do 11 ma przejść nad nami chmura z Ukrainy. Niestety, to nie jest żart, mam te inf. z pewnego źródła”

Jak informują dziennikarze wyborczej.pl informacja po Poznaniu rozeszła się lotem błyskawicy.

Mieszkańcy dzwonili do szpitali, a zatroskani rodzice do szkół martwiąc się o swoje pociechy.  Jednak jak twierdzi Centrum Zarządzania Kryzysowego żadnego zagrożenia i żadnej radioaktywnej chmury nie ma, a rzecznik Urzędu Miasta rozsyła informacje dementujące tę plotkę.

A co się tak na prawdę stało w elektrowni atomowej w Zaporożu?

Jak informuje Państwowa Agencja Atomistyki, 28 listopada wystąpiły problemy w części elektrycznej turbozespołu bloku III, który musiał zostać wyłączony.

Dodajmy również, że na podstawie danych z systemu stacji wczesnego wykrywania skażeń promieniotwórczych nie stwierdzono odchyleń od wartości normalnych.

A kto nie wierzy w informacje rozsyłane przez oficjalne instytucje, to już za jedyne 1300 zł może sobie kupić licznik Geigera i sam dokonać pomiaru promieniowania w otoczeniu,  wtedy żaden sms go już nie wystraszy. (adm)

Dodaj komentarz