Zacznijmy od tego, że całkiem inaczej w świetle obecnego konfliktu politycznego między Rosją, a Turcją, w walkach w upadającej Syrii, wygląda zajęcie Krymu w roku 2014 .
Nagle w świetle obecnych wydarzeń, zajęcie Krymu przez Putnia, jawi się jako konieczność, a nie jako fanaberia przywódcy Rosji. Wszystko okazało się być działaniem na potrzeby strategii dostaw zasobów wojskowych do Syrii oraz działalności floty czarnomorskiej w tamtym regionie świata.
Dobrze wiemy, że ówczesne władze Ukrainy na czele z byłym prezydentem Wiktorem Janukowyczem nie robiły żadnego problemu by Władimir Putin mógł korzystać z portów na Krymie. Zmiana władz, która odbyła się za sprawą ukraińskiego Majdanu musiała mocno skomplikować sytuację strategiczną Rosji, która nagle i wydawałby się bez powodu, weszła w spór i konflikt wojenny z Ukrainą.
Dziś już widmo dlaczego tak się stało. Bo port wojenny w Sewastopolu jest koniecznym elementem sytemu wojskowego, by prowadzić jakikolwiek działania zbrojne przeciwko wrogom. No właśnie ale tu jest wrogiem i przeciwko komu występuje? Może zagrożeniem jest Turcja islamlisty Erdogana, która nie widmo jaką rolę odgrywa w światowym konflikcie, który właśnie rozgrywa się codziennie na naszych oczach.
A może wiadomo. Jednak nie za bardzo interesuje to polskich wydawców mediów i dziennikarzy głównego nurtu, dlatego tak mało wiemy jej prawdziwej roli w tym konflikcie.
Czy zmiana władzy na Ukrainie nie był czasem ruchem strategicznym przeciwników Rosji? Jednak kto go wykonał i jakim celu? Mamy dużo pytań i mało odpowiedzi.
Są tacy, którzy podejrzewają, że Turcja po ciuchu wspierana przez NATO działa na rzecz saudyjskich graczy, którzy potrafią robić politykę za pieniądze z ropy, rękami amerykańskich instytucji militarnych, które w NATO mają decydujące zdanie. O takim stanie sprawy może świadczyć ochłodzenie stosunków między USA i Izraelem.
Dziś już wydaje się pewne, że rzesze tak zwanych uchodźców, to efekt cichej wojny hybrydowej. Są tacy dziennikarze i komentatorzy, którzy chcieli by o tym powiedzieć głośno, ale mainstrimowe media w Europie nie bardzo są tym zainteresowane.
Jednak trzeba podkreślić, że tak zwane państwo islamskie jest tylko jednym z narzędzi tej dziwnej wojny. Dziś można z dużą dozą pewności powiedzieć, że narzędzie to służy do siania terroru i destabilizacji. Pierwotnie wydawało się przywódcom w Berlinie, Paryżu i Londynie, że narzędzie, którym jest Daesh używane jest i będzie tylko do destabilizacji bliskiego wschodu.
Po zamachach w Paryżu, śmiało można powiedzieć, że narzędzie zwane potocznie „państwem islamskim” przy pomocy „ sztucznego ruchu uchodźców” może służyć do destabilizacji w każdym miejscu w Europie. Czy właściciele tego morderczego narzędzia, ktokolwiek nimi jest, chce powiedzieć europejskim przywódcom, że będzie tak jak on chce? Bo okazuje si, że Europa przestaje mieć w tej cichej światowej wojnie cokolwiek do powiedzenia i staje się jej ofiarą.
Jak powiedział szef Urzędu Ochrony Konstytucji, Niemiec Hans-Georg Maassen
… niemieckie służby dysponujące informacjami o islamistach i innych osobach stanowiących potencjalne zagrożenie chciałyby uniemożliwić im wjazd do Niemiec, jednak w przypadku osób niezarejestrowanych nie jest to możliwe.
Każdy kto choć trochę interesuje się bezpieczeństwem, ten natychmiast zauważa problem, który Europa ściąga sobie na głowę. I wcale ni chodzi o to, że 80% ludzi, którzy poszukują lepszego życia to terroryści. Bo to nie możliwe. Chodzi o to, że te społeczności to naturalne środowisko do ukrycia terroryzmu, które swoje źródło ma gdzieś na bliskim i dalekim wschodzie.
Ten specyficzny ruch rzeszy wędrujących po Europie ludzi, o konkretnym wyznaniu, kulturze i sposobie życia , którzy zostawili w swoich krajach rodziny łatwo jest szantażować i zastraszyć. Stratedzy państwa islamskiego nie cofną się przed zabiciem ich rodzin, bliskich, a nawet ich samych by osiągnąć swoje militarne cele. O czym my tylko słyszeliśmy, a oni doskonale wiedzą.
To właśnie ci zastraszani ludzie zamknięci w gettach swojej kultury zaczną ukrywać przerzucanych terrorystów samobójców gotowych na śmierć, których by siać skutecznie spustoszenie w Europie. Ci ludzie ze strachu zajmą się handlem narkotykami, i kontrabandą, której milionowe kwoty będą wzmacniały komórki terrorystycznego Dżihadu w Europie. Przywódcy terrorystycznej religii bez mrugnięcia okiem wykorzystają religijność i kulturę nowych przybyszy i zmanipulują środowisko arabskie, w takim stopniu, że służby europejskie staną się bezradne.
O sile tej quazi religijnej manipulacji mogą coś powiedzieć służby USA, które z mozołem i za wielkie pieniądze tworzyły militarne odziały w państwach arabskich tylko po to by całe rzesze wyszkolonych żołnierzy, łącznie ze sprzętem wojskowym przejmowało państwo islamskie.
Służby policyjne w świetle takiej taktyki i manipulacji religijnej w meczetach staną się bezradne, a społeczeństwa rdzennych europejczyków bezbronne.
Z czasem wykluczanie społeczne obecnych przybyszów jeszcze bardziej się pogłębi, bo kto będzie chciał pracować z osobą pochodzenia arabskiego, po obejrzeniu w telewizji trzech zamachów tygodniowo, które media chętnie przecież zrelacjonują. Nastąpi więc jeszcze większa izolacja i wykluczanie, i wtedy będzie można terrorystów werbować już na miejscu. Taka taktyka, przy głupocie polityków UE daje nieograniczone możliwości tym, którzy te dziwną wojnę chcą przecież wygrać.
Potwierdzeniem tego sposobu myślenia są doniesienia mediów o tym, że w Hiszpanii przejęto kontrabandę 20 tys. mundurów i innych akcesoriów wojskowych przeznaczonych dla bojowników Państwa Islamskiego (IS) i związanego z Al-Kaidą Frontu al-Nusra
O tym, że ludzie ci nie cofną się przed niczym świadczy również to, że według ośrodka analitycznego Quilliam, Państwo Islamskie opracowało specjalny system szkolenia dzieci. Szkoli sobie małych morderców wzorem mrocznej niemieckiej organizacji Hitlerjugend.
Na pełnych przechodniów europejskich ulicach wilczej taktyce wojennej nie sposób przeciwstawić się skutecznie militarnie. Tak taktyka to tani sposób przeniesienia wojny na teren wroga.
Więc przewiduję, że „trup” będzie siał się gęsto do momentu, aż któryś z „europejskich przywódców” nie wymyśli obozów dla ludność arabskiej i afrykańskiej. Tak jak zrobiły to USA kiedy przystępowały do wojny z Japonią. Do obozów powędrowali winni i niewinni, ze względów bezpieczeństwa.
Politycy zrobią to wszystko po to, by zlikwidować terroryzm islamski z europejskich ulic. I oczywiści wszyscy się na to zgodzimy. Dla bezpieczeństwa nas samych. Potem już nikt nawet nie zwróci uwagi politycznym służbom specjalnym kiedy nielegalnie będą podsłuchiwać i inwigilować wszystkich jak leci.
Niestety tak się stanie jeżeli pozwolimy milionom przybyszy z bliskiego i dalekiego wschodu wędrować po Europie, gdzie chcą i dokąd chcą, i to w dodatku bez dokumentów.
Optymistycznym jest jednak zjawisko, że europejscy politycy mają coraz większe wątpliwości co do intencji tej masowej imigracji arabskiej za chlebem. Kanclerz Merkel oświadczyła niedawno, że nie wpuści przybywających do Grecji przybyszów, nie wiadomo skąd. A przecież od początku tego dziwnego exodusu ci ludzie masowo niszczą dokumenty, by tylko zostać uznanym za Syryjczyków. Gdyż bezsprzecznie właśnie w Syrii dochodzi do ludobójstwa na masową skalę. I na to oczu przymykać nie można.
Ale nie uratujemy Syryjczyków eksportując do Europy tego samego terroryzmu, który sieje postrach w Syrii.
Możemy się zastanawiać, jak wygrać wojnę gdzie nie wiadomo kto jest sojusznikiem, a kto wrogiem, ale musimy też uzmysłowić sobie, że tę dziwną światową zawieruchę wojenną zawdzięczamy międzynarodowym korporacjom. Bo to one sieją zamęt gdzie tylko chcą w imię zysków i bogactwa jednego procenta ludzkości całego świata. (Jordan K Rzepka)