Od stycznia w Niemczech wchodzi w życie ustawa o równym traktowanie kierowców, którzy pracują w transporcie międzynarodowym na terenie RFN.
Okazuje się, że Niemcy zdecydowali się na zrównanie stawek płacy minimalnej wszystkim, którzy tę pracę wykonują na trenie Niemiec. Dlatego również Polski kierowca firmy przewozowej w transporcie międzynarodowym będzie musiał zarabiać minimalną stawkę 8,50 ero na godzinę, nie zależnie czy w grę wchodzą zasady kabotażowe czy też transport odbywa się tylko przez RFN.
Złamanie tego przepisu przez pracodawców będzie groziło karą nawet do 500 tysięcy euro.
Polscy, ale nie tylko, przewoźnicy będą również musi składać deklarację w języku niemieckim w urzędzie celnym wraz z listą zatrudnionych kierowców. Dodajmy, że kara za nieprzestrzeganie wymagań formalnych może sięgnąć 30 tysięcy euro.
Jednak jest i zła wiadomość dla pracowników najemnych pracujący jako kierowcy. Polscy pracodawcy już wszczęli alarm i będą się odwoływać w tej sprawie w strukturach europejskich, gdyż uważają, że wymagania są dyskryminujące i naruszają unijną zasadę swobody przepływu towarów i usług. Sprawę w imieniu polskich pracodawców transportu międzynarodowego zrzeszonych w International Road Transport Union w Genewie ma prowadzić europosłanka Elżbieta Łukacijewska.
Taka reakcja pokazuje w sposób jasny i przejrzysty, że konkurencyjność polskich firm transportowych oparta jest tylko na filarze zaniżania płac pracowniczych. Teraz zobaczymy po, której stronie barykady stanie w tej sprawie rząd pani premier Kopacz? Okazuje się, że pracodawcy również domagają się zdecydowanej reakcji sprzeciwu w imieniu Polski. (JK Rzepka)
