Wzrost cen ropy na giełdach światowych przekłada się bezpośrednio na podwyżki przy dystrybutorach. Przy cenie surowca na poziomie 107–108 dolarów za baryłkę oraz osłabieniu złotówki, kierowcy w Polsce muszą przygotować się na wyraźne skoki cen w bardzo krótkim czasie.

Co moze zatem się wydarzyć z cenami na stacjach paliw? Analitycy przewidują:

Najsilniej zapewne ucierpi diesel.

Z powodu paraliżu transportu morskiego i kryzysu rafineryjnego w regionie Bliskiego Wschodu najbardziej rosną hurtowe ceny oleju napędowego. W ciągu najbliższych dni cena diesla na polskich stacjach może wzrosnąć o kilkadziesiąt groszy na litrze, szybko przebijając granicę 8zł ł, a przy utrzymaniu paraliżu szlaków morskich zbliżając się do poziomu 8,85 zł za litr i wyzej.

Podwyżki benzyny (Pb95) nie da się również uniknąć .

Cena benzyny rośnie nieco wolniej niż diesla, ale również odczuje globalny skok cen surowca. Należy spodziewać się wzrostu cen w kierunku 7,50–7,80 zł za litr.

LPG jednak ze stabilniejszą sytuacją.

Gaz płynny jest mniej zależny od opisanych szlaków morskich, jednak ogólny wzrost cen energii pociągnie za sobą korekty również na tym rynku – ceny LPG mogą stopniowo wzrosnąć w okolice 3,10 zł, a nawet 3,30 zł.

Jak wynika z informacji światowych mediów, wszyskim grozi potężny kryzys paliwowy i nie ominie on Polski. Cen ropy nie napędza już tylko strach inwestorów, ale realne blokady najważniejszych dróg transportowych na Bliskim Wschodzie. Po paraliżu Cieśniny Ormuz doszło do ataku na saudyjski rurociąg, który miał być awaryjnym wyjściem z sytuacji. W efekcie baryłka ropy Brent kosztuje już ponad 107 dolarów, co przełoży się na droższe paliwa na stacjach i kolejny skok inflacji.

Największym problemem jest dzisiaj brak bezpiecznych dróg ewakuacyjnych dla transportu energii. Do tej pory świat czuł się bezpiecznie, bo w razie problemów na morzu ropę można było przesyłać lądem. Teraz ta bezpieczna alternatywa przestała działać.

Cieśnina Ormuz, przez którą normalnie przepływa jedna piąta światowej ropy i gazu, została niemal całkowicie zablokowana przez walki między USA, Izraelem a Iranem. Mimo że nikt formalnie nie zamknął tego szlaku, statki przestały tamtędy pływać. Zagrożenie atakiem jest tak duże, że ubezpieczenie rejsu stało się astronomicznie drogie, a armatorzy wolą nie ryzykować życia załóg. Zamiast ponad stu statków dziennie, w miniony weekend z ładunkiem wypłynęły stamtąd zaledwie cztery jednostki.

Równolegle doszło do dramatycznego zdarzenia w Arabii Saudyjskiej. Drony zaatakowały i uszkodziły 1200-kilometrowy rurociąg East-West. Instalacja ta pozwalała omijać niebezpieczną cieśninę i pompować ropę wprost do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym. Saudyjczycy wyłączyli uszkodzoną magistralę. Oznacza to odcięcie przesyłu, który odpowiada za około cztery procent całej światowej podaży ropy. Co gorsza, zapasy zgromadzone w samym porcie Yanbu skończą się za niespełna tydzień.

Alternatywna trasa morska przez Morze Czerwone również przestała być bezpieczna. Rebelianci Huti nasilili ataki w rejonie cieśniny Bab al-Mandab, co praktycznie domyka pułapkę wokół Półwyspu Arabskiego.

W tym samym czasie sama Arabia Saudyjska wydobywa znacznie mniej surowca niż jeszcze kilka miesięcy temu. Gdy dodamy do tego fiasko rozmów dyplomatycznych w Omanie, rynek dostaje jasny sygnał, że szybkie rozwiązanie problemu nie nadejdzie. Brakuje wolnych tankowców, trasy dostaw drastycznie się wydłużają, a koszty transportu biją rekordy.

Nawet jeśli polskie rafinerie nie sprowadzają ropy bezpośrednio z tamtego rejonu, ceny na światowych giełdach są wzorcem dla całego globu. Najbardziej niepokojący jest gwałtowny wzrost cen oleju napędowego. Droższy diesel natychmiast podnosi koszty transportu towarów, pracy maszyn rolniczych oraz budowlanych, co w krótkim czasie poczujemy w sklepach przy zakupie żywności i codziennych produktów.

polityczny cytat tygodnia

Ryzyko zwycięstwa Zjednoczenia Narodowego we Francji i AfD w Niemczech to świetny argument za tym, żeby dać Polsce więcej współodpowiedzialności za UE. Francja i Niemcy już nie jawią się jako pewniki stabilizacji Unii. Trzeba dywersyfikować by Unia przetrwała. Nie centralizować władzę polityczną, a wręcz dokonać jej nowego, bardziej odpowiadajacego realiom podziału z uwzględnieniem Warszawy jako ważnego ośrodka politycznego, który może Unię wzmacniać i o nią dbać. Zwłaszcza, że w Polsce wciąż poparcie dla UE jest bardzo wysokie.

Krzysztof Wojczal/X

Informacja Bezpłatna

Designed with WordPress

Odkryj więcej z RaportPost

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej